Kartka z Wielkiej Wojny18 min.

Lazaret

Co łączy liczącą ponad sto lat kartkę pocztową z terenów Turcji Osmańskiej z Łukowem? – Wielka Wojna i osoba pewnego krakowskiego lekarza. Kartka jest jednym ze świadków burzliwej historii początków XX wieku. Wysyłano ich miliony, ale do dziś zachowały się nieliczne. Niewiele też wiemy o ich nadawcach i odbiorcach. Pozostały tylko nazwiska i zdawkowe formuły grzecznościowe. Czas pozbawił tożsamości uczestników wojny. W takiej sytuacji pytania: Kim był nadawca? Czy przeżył wojnę? Jakie były jego losy? pozostają bez odpowiedzi. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wspomnianą kartkę również nie liczyłam na sukces. Jednak tym razem jest inaczej, prywatne „śledztwo” przyniosło wiele informacji o życiu nadawcy oraz o jego więzach rodzinnych z Łukowem.

Chłopak z Grochowa w Królestwie Polskim

Antoni Wespański urodził się w 1873 w Grochowie (obecnie dzielnica Warszawy). Pochodził z rodziny o patriotycznych tradycjach. Jego stryj ksiądz Stanisław Wespański, został zesłany przez władze carskie do guberni archangielskiej za zaangażowanie w Powstanie Styczniowe. Patriotyczne nastroje sprawiły zapewne, że 20-letni Antoni napotkał pierwsze życiowe problemy. Młody człowiek, który według obowiązującego systemu edukacji powinien już ukończyć gimnazjum, skończył tylko 7 klas w Warszawie. Prosi radę szkolną w Krakowie o możliwość eksternistycznego podejścia do matury w terminie jesiennym. Wobec odrzucenia prośby, uczęszcza w ostatniej klasie do III Gimnazjum im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie. Na liście absolwentów z 1894 figuruje jako Antoni Wespański z Grochowa w Królestwie Polskim. Nie są znane powody dla których Antoni zakończył nagle edukację w Warszawie i przeniósł się na terytorium innego państwa. Nauczanie w Galicji odbywało się w języku polskim, podczas gdy w zaborze rosyjskim szalała rusyfikacja. Młodych Polaków spotykały różnego rodzaju szykany. Duża grupa studentów Uniwersytetu Warszawskiego została wydalona w 1894 za udział w obchodach rocznicy Powstania Kościuszkowskiego i patriotyczno – socjalistyczne demonstracje. Istnieją sugestie, że młody Wespański przyjaźnił się z wieloma z nich i podzielał patriotyczne poglądy. Możliwe więc, że to było przeszkodą w jego dalszej edukacji w carskim imperium. Po maturze bez problemów rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i kontynuował je przez 2 lata. Niestety znów zaangażowanie w działalność polityczną i konspiracyjną przyniosło mu kłopoty. W 1896 roku podczas przemytu broszur socjalistycznych, został aresztowany na Śląsku Cieszyńskim. W następstwie aresztowania wydalono go z Austro-Węgier. Paradoksalnie to przykre wydarzenie i założenie mu „teczki” przez policję w Krakowie pomogło mi w uzyskaniu wielu cennych informacji do biogramu. Wtedy jednak młody student miał poważny problem. Wyjechał do Wrocławia i wciąż konsekwentnie próbował się kształcić. Trudno powiedzieć jak udało mu się zdobyć pozwolenie powrotu do Krakowa, tutaj jednak ukończył wydział lekarski (absolutorium) w 1899 roku. Prawdopodobnie po studiach wrócił na krótko do Warszawy, gdzie jego rodzina miała dom przy ul. Wolskiej. W tym samym roku w kościele św. Stanisława na Woli (Warszawa) poślubił pannę z Łukowa – Jadwigę Ksawerę Stilkr. Kontynuował też naukę w Krakowie uzyskując w 1901 roku tytuł „doktora wszech nauk lekarskich”. Młoda żona zapewne przebywała w tym czasie u rodziny w Łukowie. Tam w 1900 roku przyszła na świat ich córka Janina, a rok później parze urodził się syn Zbigniew. Małżeństwo trwało jednak krótko, tylko 6 lat. Jadwiga zmarła 24 lipca 1905 roku w Zakopanem, pozostawiając dwójkę małych dzieci. Osobista tragedia i możliwość poświęcenia się pracy zmusiły Antoniego do opuszczenia Kongresówki i przeprowadzki na stałe do Galicji. W latach 1907 – 1909 pracował w szpitalu św. Łazarza w Krakowie. Odbył też praktykę medyczną w klinice sławnego profesora Edmunda von Neussera w Wiedniu, o czym informuje notatka reklamowa zamieszczona w 1912 roku w “Nowinach Lekarskich” (r.24, z.7). Być może choroba zmarłej niedawno żony skłoniła go do rozpoczęcia działalności w sanatoriach. W ciągu roku praktykował w Miejskiej Kasie Chorych w Krakowie, a w sezonach letnich w uzdrowisku w Krynicy. W uzdrowiskach był na tyle znany, że anonse reklamowe z jego nazwiskiem pojawiały się nawet w prasie wileńskiej (Kurjer Litewski, 26. 05.1913). W tym czasie miał okazję zetknąć się ze Stefanem Żeromskim. Leczył skutecznie jego nastoletniego syna Adama z zapalenia opłucnej. Karta informacyjna o pacjencie wystawiona przez Wespańskiego w marcu 1913 znajduje się w Muzeum Żeromskiego w Nałęczowie. Wdzięczny pisarz umieścił wzmiankę o lekarzu w swojej książce .”O Adamie Żeromskim wspomnienie” (Warszawa 1919, s.38) nazywając go “zacnym doktorem, który niestrudzoną swą opieka wydobył go (Adasia) z niedoli”. Pomiędzy rokiem 1905 a 1911 ożenił się ponownie i uzyskał obywatelstwo austriackie. Pomimo spokojnej pracy w uzdrowisku i aktywności w Miejskiej Kasie Chorych nie zrezygnował z działalności politycznej i konspiracyjnej. Był członkiem Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska. Znany nie tylko pacjentom, ale też policji, po wybuchu I Wojny Światowej został zmobilizowany i jako element potencjalnie niepewny wysłany na odległy front. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie to nastąpiło, prawdopodobnie w 1916 roku. Syn doktora Wespańskiego Zbigniew, kształcący się w tym samym co ojciec gimnazjum im. Sobieskiego w Krakowie opuścił szkołę przed końcem roku szkolnego, w połowie maja. Zapewne data ta zbiega się z przeniesieniem Antoniego na Bałkany. Dwójką nastoletnich dzieci zaopiekowała się para z Łukowa – brat ich nieżyjącej matki Antoni Stilkr i jego żona Leokadia. Łuków w tym czasie jak większość ziem polskich znalazł się w rękach państw centralnych, nie było więc problemów polityczno-prawnych dla takiej opieki. Ta sama wojna jednych zbliżała innych oddalała. Doktor Wespański trafił następnie na terytorium Osmańskiej Turcji. W wyniku umowy sojuszniczej z państwami centralnymi, Turcja dostarczyła w lecie 1916r., w okolice Brzeżan (Ukraina) 33-tysięczny kontyngent wojskowy. W zamian Austro-Węgry i Niemcy wysłały bataliony artylerii, wojska techniczne i korpus medyczny do Syropalestyny. Oczywiście Turcy, Niemcy, czy Austriacy to określenia umowne, które przesłaniają całą mozaikę narodowościową ówczesnych imperiów. Fragmentem tej mozaiki byli Polacy, a jednym z jej elementów Antoni Wespański. Żołnierze Imperium Osmańskiego wśród których było wielu Syryjczyków walczyli i ginęli tysiącami w latach 1916-1917 w Galicji, w dolinie Złotej Lipy (dziś Ukraina). Wojenny paradoks sprawił, że niektórzy Turcy otrzymali opiekę medyczną w szpitalach w Krakowie, zaś krakowski lekarz został wysłany do Syrii.

K und K Sanitätsanstalten für Syrien

Różne, niezależne od siebie źródła informują o tragicznej sytuacji sanitarnej i zdrowotnej w Imperium Osmańskim. Podkreśla się wielką dysproporcję w liczbie zgonów żołnierzy z powodu chorób w porównaniu do zmarłych na skutek działań wojennych. Otto Liman von Sanders, dowódca wojsk otomańskich w swoim pamiętniku Fünf Jahre Türkei. (Pięć lat w Turcji) wydanym w 1919 roku, pisał o skandalicznej organizacji tureckich placówek medycznych. Brakowało łóżek, a chorzy na choroby zakaźne i ranni leżeli obok siebie, panował straszny smród, sale były przepełnione, żołnierze leżeli również na korytarzach. Kiedy wysłał raport do Ministerstwa Wojny zaczęto najciężej chorych i zaniedbanych pacjentów upychać w pokojach zamkniętych na klucz, aby wizytacja przebiegła w pomyślnej atmosferze. Te działania bardzo rozczarowały niemieckiego generała. Podobny, może nawet bardziej dramatyczny opis tureckiego szpitala wojskowego, daje T. E. Lawrence w Siedmiu filarach mądrości, wydanych w 1926 roku. Gdy po wkroczeniu do Damaszku z powstańczą armią emira Fajsala w 1918 roku odwiedził opuszczony przez wroga lazaret (notabene zaalarmowany przez niemieckiego lekarza), panował tam bałagan i nieznośny smród. Chorzy byli wychudzeni i brudni, leżeli we własnych ekskrementach obok rozkładających się zwłok. Niektóre ciała mogły nawet pozostawać w stanie rozkładu przez kilka tygodni. Zły stan pacjentów w lazaretach jest tylko pochodną skrajnie ubogiego wyżywienia i zaopatrzenia armii tureckiej. Żołnierze dostawali racje żywnościowe w postaci 600 gramów suchego chleba i garści oliwek lub daktyli, ewentualnie niedużą porcję prażonego ziarna z oliwą. We wspomnieniach niemieckich i austriackich oficerów jawią się jako głodna i źle ubrana gromada. Armie europejskich sojuszników Turcji były zdecydowanie lepiej zaopatrzone, mimo to trudne warunki dziesiątkowały żołnierzy. Zmagali się nie tylko z wrogiem i nieznanym wcześniej, gorącym klimatem. Wielkim zagrożeniem stały się choroby zakaźne, a szczególnie obfite żniwo zbierał tyfus. Skłoniło to austriackie i niemieckie dowództwo do zorganizowania własnej służby zdrowia. Dla wojsk austro-węgierskich powołano instytucję o nazwie “K und K Sanitätsanstalten für Syrien” (Cesarskie i królewskie placówki medyczne dla Syrii). Początki Sanitätsanstalten można datować na marzec 1916, wtedy powstał Reservespital na 200 łóżek w klasztorze Ratisbonne w Jerozolimie (wówczas Rehavia), a w bliskim sąsiedztwie dom rekonwalescencyjny ze 150 łóżkami (w Ain Kerem). Ogromne terytorium Imperium Osmańskiego wymagało zorganizowania kolejnych punktów opieki medycznej. Powstały domy chorych w Aleppo, Konstantynopolu i Mossulu, sala chorych w Ҫamalan w górach Taurus, szpital rezerwy w Diyarbakir, przenośne szpitale polowe nr 206 i 309, laboratorium bakteriologiczne w Adanie i ambulatorium w Beer Szewa. Sytuacja w tych placówkach wyglądała zdecydowanie lepiej pod względem higieny niż w podobnych instytucjach tureckich. Oprócz żołnierzy C.K. armii mogli być tam leczeni obywatele tureccy, wojskowi i cywile, choć działo się to sporadycznie. Pomimo ograniczeń w kontaktach z miejscową ludnością choroby wciąż przenosiły się relatywnie szybko. Wielu żołnierzy austriackich umierało z powodu infekcji zakaźnych. W takich warunkach musiał pracować doktor Wespański. Ryzyko zarażenia dla lekarza było bardzo wysokie.

Ja wciąż żyję…

Kartkę pocztową wydano zapewne w latach 1908-1914. Pochodzi z pracowni André Terzis & Fils (André Terzis i synowie). Firmę założyli bracia Dimitri i André Tarazi w 1862 roku w Bejrucie otwierając tam pierwszy sklep. Po ich rozstaniu 30 lat później powstały dwa niezależne byty ekonomiczne, a André zmienił nazwisko na brzmiące grecko – Terzis. Konkurując z bratem, był wydawcą wielu pocztówek prezentujących krajobrazy i miejsca święte na terenie Imperium Osmańskiego przed I wojną światową. Zakład miał też filie, między innymi w Damaszku i Jerozolimie.

Wnętrze Meczetu Umajjadów w Damaszku.
Turecka kartka pocztowa, wydana w latach 1908 – 1914 a wysłana do Krakowa 20.12. 1917r.
( w zbiorach autorki )

Kartka wysłana przez Wespańskiego 20.XII [1]917 roku (lub krótko po tej dacie) przedstawia wnętrze Meczetu Umajjadów. Napis głosi: “Damas. Mosquée d’Amawi, fontaine de Saint Jean Baptiste.“(Damaszek. Meczet Umajjadów, źródło świętego Jana Chrzciciela). Treść korespondencji nie zawiera żadnych szczegółów z życia codziennego nadawcy.

Ta sama kartka, strona z adresem i korespondencją.
( w zbiorach autorki )

Pisze on po polsku, do kolegi po fachu, zwracając się do niego “Kochany Janku“, przesyła życzenia wszelkiej pomyślności na 1918 rok, donosi, że jest zdrowy i trzyma się dobrze. Oczekuje również wiadomości na temat rokowań z Rosją. Czytał w Referacie(?) lub Reformie(?), że zabrano koledze pracownika(?) (słowo niepewne w odczycie) oraz prosi: “Napisz co do mnie!! bardzo mnie ciekawi co się u Ciebie dzieje“. Później następują formuły grzecznościowe i imienny podpis – Antoni. Poniżej, pod adresem nadawcy pojawia się jeszcze dopisek “Teraz dostałem kartkę od Ciebie.” Ciekawa jest wzmianka o sytuacji Rosji po rewolucji październikowej. Istotną kwestią jest też jak należy czytać słowo z 10 linijki, referat? lub reforma?. W tym ostatnim wypadku chodziłoby o Nową Reformę, dziennik krakowski wydawany w tym czasie. Świadczyłoby to, że lekarz miał jakiś dostęp do prasy polskojęzycznej.

Pocztówki wojenne nie niosły wiele treści ze względu na cenzurę, miały tylko informować rodzinę i przyjaciół, że nadawca wciąż żyje. Wszystkie wiadomości, które nieprzyjaciel mógł wykorzystać, były w najlepszym razie zamalowywane przez cenzora, a często taka korespondencja podlegała zniszczeniu. Cenzorzy umieszczali pieczęcie na sprawdzonej korespondencji. Początkowo sprawdzano wszystkie kartki i listy. Z czasem zaczęto stosować kontrolę wyrywkową. Szczególnie skomplikowana była sytuacja w wielonarodowościowej armii austro-węgierskiej. Zapotrzebowanie na cenzorów, znających poszczególne języki było ogromne zważywszy na rozległość frontu. Ostatecznie różnorodne pocztówki zastąpiono jednym wzorcem zawierającym tylko zdanie: “miewam się dobrze” w kilku językach funkcjonujących w monarchii. Kartka wysłana przez Wespańskiego nie zawiera znaku cenzora, ale istotny jest stempel “K. und k Sanitätsanst[alten für Syrien”. Ktoś wydarł znaczek, dlatego zachował się jedynie ślad datownika i fragment pieczęci. Na szczęście na tyle duży, aby można było ją bez problemu zidentyfikować. Z historycznego punktu widzenia istotne są dane adresowe: Abs[ender] (nadawca) Dr A. Wespański / San.[itäts] Anst.[alten] f.[ür] Syrien / K u k Feldpost 452 / i adres odbiorcy :K u K Feldpost / Oesterreich / Wohlge[boren]? (Wielmożny) Dr Jan Frączkiewicz / K u k Regimentsarzt (lekarz pułkowy) / in Krakau (w Krakowie) / K u k Mil[itärische] Epid[emiologische] Spital N[o] 1 (wojskowy szpital epidemiczny nr 1).

W danych adresowych pojawia się numer poczty polowej nadawcy (Feldpost) 452. Mieściła się ona w Aleppo i obsługiwała wszystkie wojska austriackie walczące na Bliskim Wschodzie. Jeszcze jeden oddział pocztowy znajdował się w Konstantynopolu, z przeznaczeniem dla wojskowych przebywających w tureckiej stolicy i w Anatolii. System poczt polowych oznaczonych tylko numerami stworzono w celu zachowania tajemnicy a jednocześnie sprawnej obsługi korespondencji. Nie można więc jedynie na podstawie stempla “K und K Sanitätsanstalten für Syrien” i numeru poczty wnioskować, w której z wymienionych placówek medycznych na terenie szeroko rozumianej Syropalestyny pracował doktor Wespański. Istnieją tylko pewne poszlaki. Jedną z nich jest przedstawienie źródła św. Jana Chrzciciela z Wielkiego Meczetu w Damaszku, inną jego doświadczenie w pracy sanatoryjnej i kasie chorych, kwalifikujące go na oddział chorób wewnętrznych, bądź do domu rekonwalescencyjnego. Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że odbywał służbę w Jerozolimie, w klasztorze Ratisbonne, gdzie znajdował się wspomniany, największy ośrodek leczniczy austriacki – Reservespital lub w Ain Kerem.

Austriacki Szpital Wojskowy, klasztor Ratisbonne, Jerozolima, 1916 r.
Jedno z prawdopodobnych miejsc pobytu A. Wespańskiego
( żródło: Wikimedia Commons )

Msza katolicka w Austriackim Szpitalu Wojskowym, klasztor Ratisbonne, Jerozolima 1916 r.
( żródło: Wikimedia Commons )

Dziś to wzgórze z grotą, w której według tradycji przyszedł na świat św. Jan Chrzciciel jest częścią Jerozolimy. Oba jerozolimskie szpitale zostały ewakuowane i przeniesione w grudniu 1917 roku do Damaszku. Ma to związek z ważnym na skalę światową wydarzeniem, jakim było zdobycie Jerozolimy przez siły brytyjskie pod dowództwem generała Allenbiego. Poddanie świętego miasta i wycofanie wojsk tureckich i ich sojuszników miało miejsce 9.12.1917. Fakt, że doktor Wespański wysłał niedługo później (20.12) kartkę do przyjaciela z widokiem wnętrza Meczetu Umajjadów w Damaszku, może być zwykłym przypadkiem jak i wskazówką “ja wciąż żyję i jestem w Damaszku”. Jest to o tyle prawdopodobne, że w notatce pośmiertnej zamieszczonej w dzienniku “Naprzód” (26.04.1920, s.2) autor wspomina o pobycie Wespańskiego na froncie tureckim, wymieniając Syrię i Palestynę.

Sala chorych na tyfus w jednym z austro – węgierskich szpitali polowych podczas I wojny światowej.
( żródło: Wikimedia Commons )

W wolnej ojczyźnie

Nie wiadomo dokładnie kiedy i w jaki sposób doktor Antoni powrócił z Damaszku. Liczące ponad 400 lat Imperium Osmańskie rozpadało się w gwałtownym tempie, podobnie jak armia austro-węgierska. Do opuszczonego przez wojska tureckie Damaszku weszły 1. października 1918 r. oddziały kawalerii australijskiej i powstańcy arabscy. Znaczna część cudzoziemskiego personelu medycznego ewakuowała się wcześniej, zapewne też Wespański, skoro pod koniec 1918 roku był lekarzem w komendzie uzupełnień obrony krajowej w Krakowie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wstąpił na ochotnika do tworzącej się armii. Sytuacja nowopowstałego państwa nie wyglądała optymistycznie, wojsko w fazie formowania, granice niepewne. Dodatkowo powracający z frontu lub obozów jenieckich żołnierze przynieśli wiele groźnych chorób. Najgroźniejszą okazał się tyfus. Była to prawdziwa plaga. Statystyki mówią o 200 do 430 tys. zachorowań w Polsce w 1919 rok. Zwykle śmiertelność kształtowała się na poziomie 10 procent, ale tym razem rzeczywistość wyglądała tragicznie. “Gazeta Lekarska” (nr 25-26, 26.06.1920, s.224) podała, że w pierwszym półroczu 1920 roku na tyfus zmarło aż 44 lekarzy wojskowych. W tym dramatycznym okresie Wespański pełnił funkcję komendanta wojskowego szpitala epidemicznego w Krakowie. Zdobył wprawdzie doświadczenie w walce z groźną chorobą, ale musiał toczyć codzienne boje z prozaicznymi trudnościami. Domagał się od władz wojskowych pomocy, między innymi, węgla na opał i dla uruchomienia aparatu dezynfekcyjnego. Bezradny wobec szalejącej epidemii nie mógł dezynfekować bielizny i odzieży. Na liczne skargi dowództwo zareagowało w nietypowy sposób – przysłano nowego komendanta, człowieka młodego, niższego rangą. Antoni Wespański przeszedł pod jego komendę. Na przełomie stycznia i lutego 1920 roku sytuacja stała się na tyle napięta, że otarła się o prasę, gazeta Naprzód (r. 29, 02.02.1920, s.4-5) zarzuciła władzom wojskowym niewdzięczność w stosunku do dawnego oficera austriackiego, jednocześnie ostro krytykując “nowe metody” walki z epidemią. Według redakcji w ten sposób państwo polskie nagrodziło starania szanowanego lekarza. Zmiana komendanta nie rozwiązała problemów, tyfus szerzył się nadal. Wkrótce wśród ofiar choroby znalazł się pracujący w tym szpitalu i wspomniany w artykule lekarz wojskowy, kpt. Filipkiewicz. Według innej relacji tej samej gazety doktor Wespański zrezygnował z funkcji komendanta na własną prośbę, z powodów zdrowotnych. Całe to zamieszanie i stres negatywnie odbiły się na jego stanie. Był mocno przepracowany, kilka miesięcy wcześniej spotkała go osobista tragedia, na hiszpankę zmarła jego druga żona, a afera prasowa i trudności w kierowaniu placówką zupełnie go osłabiły. Zmęczony organizm powiedział “dość”. Po prostu upadł w krakowskich Sukiennicach i pomimo prób reanimacji nic już nie dało się dla niego zrobić. Kapitan Antoni Wespański zmarł 23.04.1920 roku. Człowiek tak bardzo poświęcający się dla innych, niepokorny i waleczny nie potrafił zadbać o siebie. Gazeta “Naprzód. Organ Polskiej Partyi Socyalno – Demokratycznej”, której to partii zmarły był długoletnim członkiem, napisała we wspomnieniu pośmiertnym (26.04.1920): “Ubył człowiek prawy, czysty, dobry i pełen poświęcenia. Pamięć jego osoby i jego zasług żyć będzie… “ No cóż, czas zatarł ślad, został zwyczajnie zapomniany.

*

Pomimo starań nie udało mi się ustalić miejsca pochówku Antoniego Wespańskiego, ani jego żony Jadwigi ze Stilkrów. Ich dzieci żyły dalej w Łukowie otoczone opieką przez wujostwo Antoniego i Leokadię Stilkrów.

Burmistrz Antoni Stilkr, szwagier A. Wespańskiego.
( ze zbiorów Cezarego Miazka )

Leokadia z Domżałów Stilkr, żona burmistrza.
( ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Łukowie )

Córka Janina poślubiła, niemal w drugą rocznicę śmierci ojca (22.04.1922), komisarza ziemskiego na powiat łukowski Stefana Miernickiego. W 1924 roku Antoni Stilkr został burmistrzem Łukowa i sprawował tą funkcje przez kolejnych 15 lat, do śmierci w grudniu 1939 roku. Znana z dobroczynności i troski o sieroty pani Leokadia wychowywała jeszcze dwoje innych dzieci oraz działała w Zarządzie Towarzystwa Dobroczynności. Z czasem potomkowie A. Wespańskiego opuścili Łuków. Wygląda na to, że po 100 latach nikt z rodziny już w Łukowie nie pozostał. Zwykle oznaką trwałości rodu i pamięci o przodkach jest troska o groby. Grobów zmarłych w tym mieście burmistrza Stilkra i jego żony Leokadii z Domżałów nie można odnaleźć. Janina i Zbigniew zapewne wyjechali. Jedyny dziś ślad po rodzinie Stilkrów – Wespańskich to nagrobek na cmentarzu św. Rocha.

Grób Konstancji (i Piotra) Stilkr, teściów A. Wespańskiego, cmentarz św. Rocha w Łukowie.
( fot. M. Romaniuk )

Według informacji z kancelarii parafialnej zostali tam pochowani Piotr Stilkr i jego żona Konstancja (rodzice burmistrza Stilkra i jego siostry Jadwigi Wespańskiej). Na płycie nagrobnej wymieniona jest jednak tylko Konstancja. Na szczęście po tych, którzy odeszli pozostają jeszcze bardziej ulotne ślady: stare fotografie, kilka artykułów w pożółkłych gazetach, odręcznie napisana kartka pocztowa. Właściwie wszystko zaczęło się od kartki pocztowej wysłanej w 1917 roku.

Autor: Marzena Romaniuk

4 Comments

  1. TeresaTeresa07-17-2020

    Witam! Jestem prawnuczką Antoniego Wespańskiego. Jego córka Janina jest moją babcią. Grób mojego pradziadka odnalazłam w 2018 r. Znajduje się w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim. Proszę o kontakt – wyślę zdjęcie. Bardzo się wzruszyłam tym artykułem ponieważ bardzo dużo dowiedziałam się o moim pradziadku. Jestem w posiadaniu wielu kartek pisanych przez Antoniego do swojej córki Janiny z Damaszku, Konstantynopola. Moja babcia Janina przeniosła się wraz z mężem do Lublina. Tam też zmarł w 1934 r. dziadek Stefan Miernicki. Babcia zmarła również w Lublinie w 1982 r.

    • MarzenaMarzena08-19-2020

      Dziękuję bardzo. Oczywiście pragnę zobaczyć zdjęcie grobu A. Wespańskiego. Mam nadzieję będąc kiedyś w Krakowie go odwiedzić. W trakcie poszukiwań doktor Antoni stał się ważną osobą w moim życiu. Uważałam tą kartkę za pewnego rodzaju znak i konieczność przywrócenia pamięci jej autorowi. Oczywiście jeśli się Pani zgodzi chciałabym się dowiedzieć więcej o życiu w Imperium Osmańskim podczas wojny ( gdyby korespondencja nie była zbyt osobista).
      Poniżej mój mail.
      Autorka artykułu

  2. TeresaTeresa07-17-2020

    Witam! Jestem prawnuczką Antoniego Wespańskiego. Jego córka Janina to moja babcia. Grób mojego pradziadka odnalazłam w 2018 r. Znajduje się w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim. Proszę o kontakt – wyślę zdjęcie. Bardzo się wzruszyłam tym artykułem ponieważ bardzo dużo dowiedziałam się o moim pradziadku. Nie znałam wszystkich szczegółów . Jestem w posiadaniu wielu kartek pisanych przez Antoniego do swojej córki Janiny z Damaszku, Konstantynopola. Moja babcia Janina przeniosła się wraz z mężem Stefanem Miernickim do Lublina. Dziadek zmarł w 1934 r. w Lublinie. Babcia zmarła w 1982 r. w Lublinie.

  3. TeresaTeresa07-24-2020

    Witam. Mam dodatkowe informacje i zdjęcia dotyczące Antoniego Wespańskiego.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.