Łuków, Cieszkowizna 156 min.

Ulica Cieszkowizna. Dawne miejsce budynku.

W Łukowie rozebrano jeden z ostatnich drewnianych przedwojennych domów. Zatrudnieni przy rozbiórce pracownicy z firmy „Instalbud” bardzo uważnie zbierali poszczególne elementy całkiem solidnej jeszcze budowli. – Prawdopodobnie jest to ostatni pożydowski dom w mieście, a Żydzi stawiając budynki układali monety na fundamentach, co miało zapewnić szczęście – mówi Antoni Makaruk, właściciel „Instalbudu”.

Dom stał przy ul. Cieszkowizna. Ostatnio miał numer 15. Nie był zamieszkany, odkąd po sąsiedzku rozpoczęto budowę hali sportowej dla Gimnazjum nr 2. Wcześniej mieszkały tu 2-3 rodziny. Ale jak opowiedzieli dwaj starsi mężczyźni, którzy przypatrywali się rozbiórce, był czas, że w budynku tym z miejskiego kwaterunku dano mieszkanie nawet 6 rodzinom.

Zakurzona makatka matki

Panowie tu mieszkali? – skierowałem pytanie do obu mężczyzn jednocześnie.

Tak. Ja zostałem zakwaterowany już po wojnie, coś koło 50 roku – odrzekł starszy. Młodszy wyjaśnił, że spędził tu dzieciństwo i młodość. – Matka dostała to mieszkanie z Rady Narodowej gdzieś pod koniec lat 60. Człowieka coś tu ciągnie do tej rozbiórki. Bo to trochę takie straszne. Jak zrzucanie bocianiego gniazda, z którego wyfrunęło kilka pokoleń ptaków. Słup jest potrzebny elektrykom, więc gniazdo zrzucają – odpowiedział młodszy.

O, zobacz, czy to nie jest makatka twojej matki? Ta co w pokoju wisiała na ścianie nad łóżkiem? – pokazał starszy na pasiasty kawałek materiału na jednej z wewnętrznych ścian, która ujawniła się oczom obserwatorów jak koparka „Instalbudu” wyburzyła swą łychą jedną ze ścianek działowych domu.

Młodszy kiwnął głowa i bez słowa podszedł do gruzowiska, jakby chciał zwinąć i zabrać ze sobą zakurzona tkaninę. Stanął jednak w pół kroku i tylko ręka machnął.

Wodociąg z browaru

Z rozmów z właścicielem „Instalbudu” oraz kilkoma przechodniami, którzy przyglądali się rozbiórce, wynikało, że dom w okresie międzywojennym zbudował jeden z zamożniejszych łukowskich Żydów. – To było w tym samym mniej więcej czasie, kiedy przy ul. Cieszkowizna, niedaleko obecnej ulicy Zabrowarnej, został postawiony browar. Ten dom był wybudowany dla właściciela browaru i jego rodziny. Z tego co ustaliłem, był to pierwszy budynek w mieście, który posiadał bieżącą wodę. Rurociąg podciągnięto właśnie z browaru – mówi A. Makaruk.

Browar był drewniany. Prawdopodobnie spłonął w czasie wojny. Co się stało z właścicielem? Sięgnąłem do książki „Żydzi Łukowa i okolic”. Napisał ją młody historyk pochodzący z Łukowa, dr Krzysztof Czubaszek. Wiele w niej wspomnień dawnych mieszkańców miasta.

Nie myliłem się, sądząc, że mogę w niej znaleźć coś interesującego na temat browaru i jego właściciela. Z notatki na 106 stronie książki wynika, że współwłaścicielami browaru były trzy bogate łukowskie rodziny żydowskie: Najów, Rozalów (albo Ruzalów) i Justmanów. – Produkowano w nim piwo, sprzedawane w całym regionie – czytam na kartach wspomnianej książki.

Z tej samej książki można jeszcze zaczerpnąć garść informacji o współwłaścicielach browaru, Jojne Naju (był pełnomocnikiem gm. żydowskiej i członkiem Rady Miejskiej od 1919 do 1931 r.) oraz Joselu Rozalu. Dowiadujemy się, że łukowscy piwowarzy w 1920 roku ponieśli spore straty. Najpierw, gdy 11 sierpnia do Łukowa wkroczyli bolszewicy, prorosyjski łukowski „Rewkom” nałożył na najbogatszych przedsiębiorców kontrybucję. m.in. Josel musiał zapłacić 25 tys. rubli. Po 5 dniach sytuacja na froncie polsko-rosyjskim zmieniła się. Do Łukowa wkroczyło wojsko polskie, a wraz z przejęciem miasta rozpoczęły się grabieże, niszczenie żydowskich majątków i posiadłości, nawet zabójstwa – regularny pogrom sprawiony łukowskim Żydom przez polskich żołnierzy i chrześcijańskich mieszkańców miasta.

16 sierpnia, w pierwszy dzień pogromu, przez Łuków przejeżdżał Naczelnik Państwa, Józef Piłsudski. Z książki dr. K. Czubaszka dowiadujemy się, że „(…) przywitała go delegacja ludności polskiej. (…) Delegacja żydowska, z rabinem na czele, nie została do Naczelnika dopuszczona. Po wyjeździe Naczelnika Państwa rabunki trwały nadal. (…) Alarmujące relacje i zeznania naocznych świadków sprawiły, że (…) Łuków zwizytował niejaki Józef Grawicki, który w sprawozdaniu z 13 września 1920 r. potwierdził wszystkie informacje o tragicznych wydarzeniach”. Zniszczenia w łukowskim browarze u Josela Rozala oszacowano na 1 mln marek.

Czy dom przy Cieszkowiźnie należał do rodziny Rozalów? Czy wybudowała go rodzina Najów? A może Justmanów? Pytania pozostają bez odpowiedzi. Tak samo jak dociekania o losy byłych domowników, zamieszkujących na Cieszkowiźnie pod nr 15.

Ślad po mezuzie

Dom, który już zniknął z terenu Łukowa, bezsprzecznie został zbudowany przez Żydów. – Świadczy o tym chociażby tzw. mezuza, czyli podłużny pojemniczek, który zawierał w sobie fragment Tory, świętej księgi żydowskiej – objaśnia właściciel „Instalbudu”. – Mezuza była przymocowana przy drzwiach wejściowych. Każdy pobożny Żyd, wchodząc do mieszkania, dotykał ręka mezuzy i czoła. Oczywiście przy rozbiórce nie znaleźliśmy tego świętego dla Żydów przedmiotu. Po wojnie za dużo mieszkało tu różnych ludzi, by spodziewać się takich pamiątek. Poza tym w 1967 r. Budynek przeszedł generalny remont. Jeśli cokolwiek w nim było po jego przedwojennych mieszkańcach, wówczas to zabrano. Potwierdzeniem, że mezuza była przytwierdzona do futryny drzwi wejściowych jest wyfrezowane w niej podłużne wgłębienie. O ten fragment z rozbieranego budynku i o jedno z okien wraz z okiennicami poprosiła mnie pani Gołda Tencer z Teatru Żydowskiego w Warszawie. Jakiś czas temu dowiedziała się, że miała w naszym mieście bardzo bliskich krewnych, ale rozbierany przez moją firmę dom nie należał do jej rodziny – powiedział A. Makaruk.

Od autora: Na moich oczach zniknął fragment historii miasta. Są jednak ludzie, jak się okazało podczas rozbiórki budowli, którzy sporo wiedzą o domu przy Cieszkowiźnie 15. Warto wspólnymi siłami utrwalić tę historię. Może znajdzie się ktoś, kto wie coś o jego przedwojennych mieszkańcach? Zapraszam tych, którzy chcą podzielić się swymi informacjami, do wspólnego zredagowania artykułu w Internecie.

Autor: Piotr Giczela
Fotografie: Piotr Giczela
Źródło: “Tygodnik Siedlecki” 11.2011 r.



Dodaj komentarz