Bernardyni w Łukowie7 min.

Klasztor OO. Bernardynów w Rzeszowie

Trudne dzieje Łukowa, nękanego przez wieki różnymi najazdami i klęskami żywiołowymi pożarów, nie dawały większych możliwości dla jego pełniejszego rozwoju, chociaż samo położenie na krzyżujących się szlakach komunikacyjno – handlowych normalnie powinno temu sprzyjać.

W XVII wieku miejscowi obywatele patrzący szerzej na sprawy lokalne i publiczne, przejawiali dążenie do wzmocnienia miasta i jego życia społeczno – gospodarczego. Wśród nich starosta łukowski Erazm Widlica Domaszewski, który stał się inicjatorem sprowadzenia do Łukowa zakonu Bernardynów, zdając sobie sprawę z roli i znaczenia jakie mógłby ten zakon, znany ze swej sprężystości, dobrej organizacji pracy, odegrać. Sam starosta, poza otwartością horyzontów myślowych, patriotyzmem i wyrobieniem obywatelskim, był także człowiekiem gorliwej wiary.

Z historii zakonu

Popularna w Polsce nazwa Zakonu Braci Mniejszych Obserwantów “polscy bernardyni” wywodzi się od pierwszych klasztorów w Krakowie, Warszawie, Lwowie i Poznaniu, gdzie otrzymały wezwanie Świętego Bernardyna z włoskiej Sieny, wielkiego kaznodziei i reformatora Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Św. Bernardyn, żyjący w latach 1380 – 1444, był wykształcony w prawie, a uzyskawszy święcenia, dał się poznać jako dobry, chętnie słuchany kaznodzieja, nawołujący do pokuty, świecący własnym przykładem zaparcia, ascezy i modlitwy. Wśród jego uczniów był m.in. późniejszy święty Jan Kapistran, Włoch, który przybył do Krakowa w lipcu 1453 roku na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego. Miał on w Polsce zorganizować placówki reformy franciszkańsko – obserwanckiej, którą zainicjował św. Bernardyn.Cel tej misji został w pełni i szybko osiągnięty: powstawały klasztory franciszkańskie obserwancji, czyli przestrzegania reformy św. Bernardyna, biorący od jego imienia swą nazwę. Bardzo działał osobisty urok świętości Kapistrana oraz jego dar wymowy, tak pobudzający do odnowy życia chrześcijańskiego.

Bernardyni byli zakonem żebraczym i nie mieli zbyt wielkich wymagań w kwestii uposażenia. Wystarczała niekiedy tylko początkowa pomoc fundatora w budowie kościoła i klasztoru, zaś wykończeniem ich zajmowali się sami. Wzorem Kapistrana przestrzegali ubóstwa i prostoty życia, a w głoszeniu kazań odznaczali się bezinteresowną gorliwością.

Droga do Łukowa

Starosta Erazm Domaszewski w liście do biskupa krakowskiego Szyszkowskiego (Łuków należał wtedy do diecezji krakowskiej) pisał m.in.: “serdecznie pragnę, abym w tem miejscu gdziem w chrzcie ś-tym odrodzenie znalazł, pamiątkę młodzieży zostawił i krajowi”.

Biskup Marcin Szyszkowski odniósł się życzliwie do zamiaru Domaszewskiego. Orientując się w trudnych warunkach egzystencji miasta ubogiego, nękanego klęskami, pisał, by dobrze zostały rozważone możliwości budowy murowanych budynków kościoła i klasztoru, jakie zalecał “gdyż to tam miasto często pogorywa toby prędko i klasztorek O.O.Bernardynów, jeśliby nie był murowany poszedł z dymem do nieba…”

Starosta Domaszewski zaopatrzony w rzeczowe uwagi biskupa Szyszkowskiego oraz jego błogosławieństwo, będąc pewny życzliwości w razie potrzeby, przystąpił z całą gorliwością do realizacji swego zamierzenia. Nabył od spadkobierców, tytułem darowizny, leżący wówczas poza miastem plac po doktorze Zemdliczu, znajdujący się przy drodze za bramą Lubelską, graniczący z jednej strony z posiadłością rodziny Tazbierowskich, zaś z drugiej, z drogą do Łazów. Przeznaczył ten obszar Ojcom Bernardynom, którzy w roku 1629 aktem darowizny “po wieczne czasy” objęli go w posiadanie, razem ze wzniesionym, dzięki fundatorowi, drewnianym kościołem pod wezwaniem Świętego Krzyża.

Zdjęcie “klasztorku” przy parafii Podwyższenia Świętego Krzyża w Łukowie.

Pracowity zakon

Zakonnicy dzięki swojej pracy stali się przykładem dla innych. Urządzili pod miastem, obok ulicy Cieszkowizny, duży ogród warzywny i sad, ogradzając go parkanem murowanym, który solidnie wzniesiony, przetrwał aż do lat sześćdziesiątych tego stulecia, kiedy to został zastąpiony siatką przez znajdująca się tu szkołę średnią.

Jakkolwiek drewniane, bernardyńskie budowle kościelne i klasztorne przetrwały szereg następujących po sobie pożarów i działań wojennych w burzliwym XVII wieku. Bernardyni, nie poprzestając na darowiźnie starosty Erazma Domaszewskiego, uzyskawszy w roku 1648 zezwolenie krakowskiego biskupa Gębickiego na poświęcenie kamienia węgielnego, wzięli się za budowę kościoła murowanego i takiegoż klasztoru. Uprzednio założyli w otrzymanym klasztorze fabrykę sukna, która prosperowała do początków XIX wieku. Budowę rozpoczęli w roku 1655, spisawszy umowę, poprzez swego gwardiana O.Bonawenturę Żółkiewskiego z majstrem murarskim Adamem Tomaszewiczem i magistrem Warszenowskim, według której budowę zaplanowano na trzy lata, jak również i spłatę należności za nią w trzech ratach po 1.000 zł. polskich.

Niestety, zubożenie miasta i jego ciężkie losy w dalszych latach wydłużyły czas budowy tak, że ukończono ją dopiero w roku 1770. Dzwonnicę przy kościele wybudowano w 1766 roku. Budując nowy kościół, rozebrano stary drewniany, i uzyskany z rozbiórki materiał użyto częściowo do budowy klasztoru. Dziś w jego budynku mieści się Liceum im. T. Kościuszki, a w hallu ne piętrze znajduje się wmurowana belka z drewnianego kościoła z wyrytym napisem: “Elegi et sanctificavi locum istum Anno Domini 1696 ut…”

Bernardyni patrioci

Do działalności poza-kościelnej Bemardynów w Łukowie, poza wspomnianym założeniem ogrodu owocowo – warzywnego (którego mały szczątek istnieje do dzisiaj) oraz urządzeniem wytwórni sukna i wybudowaniem kompleksu budynków murowanych, pozostałych do dzisiaj, należy niebagatelny udział w kolejnych polskich ruchach niepodległościowych, a wymownym tego przykładem są wystąpienia ojca Arseniego Kawczyńskiego, definitora w konwencie łukowskim, który w roku 1861 poświęcił w Łukowie krzyż wystawiony ku pamięci pięciu osób zastrzelonych w Warszawie 27 lutego tegoż roku. Wygłaszał też płomienne patriotyczne kazania, co wzburzyło władze carskie. Został aresztowany w 1865 roku w Radomiu.

Murowany budynek klasztoru został na początku XIX wieku częściowo zabrany zakonnikom na potrzeby władz, które urządziły tu m.in. areszt, oraz inne swoje organa administracyjno – porządkowe.

W ramach represji za powstanie styczniowe, carski zaborca dokonał kasacji zakonów na terenach polskich. Wyrzucono z Łukowa zarówno Ojców Pijarów (osiadłych tu od roku 1696), jak i Bernardynów. Kościół pobernardyński funkcjonował jako filialny parafii Przemienienia Pańskiego w Łukowie, aż do początku lat dwudziestych bieżącego stulecia – momentu powstania drugiej łukowskiej parafii.

Czasy nowsze i najnowsze

W styczniu 1959 r. w kościele pobernardyńskim pojawił się ojciec Krescencjusz Wiercioch, który pełnił do lipca 1960 r. funkcję wikariusza przy ówczesnym proboszczu ks. kan. Piotrze Draganie. Była wtedy możliwość osadzenia w Łukowie kilku ojców Bernardynów, jednakże z powodu zajmowania przez lokatorów pozostałej przy parafii cząstki dawnego klasztoru, którym nie dało się przydzielić innych mieszkań, nie doszedł do skutku ewentualny powrót zakonników do Łukowa. Wspomniana resztka budynku poklasztornego (zwana “klasztorkiem”), po ustąpieniu z czasem lokatorów, zaczęła służyć jako pomieszczenie pomocnicze dla potrzeb parafii Podwyższenia Św. Krzyża.

O Bernardynach piszemy w związku z przypadającą w roku 1999 dwieście siedemdziesiątą rocznicą ich przybycia do naszego miasta. Możeby tak dało się uczcić całą sprawę przywróceniem dawnej nazwy “Bernardyńska” (bardzo logicznej ze wszechmiar) ulicy Zabrowarnej, którą przemianowano w dwudziestoleciu międzywojennym, niezbyt chyba fortunnie. Może wystarczyłaby w Łukowie ulica “tylko” Browarna, dosyć długa i logicznie kiedyś nazwana? Ale ja nie bardzo wierzę w przywiązanie do prawdziwych tradycji lokalnych oraz w … logikę i dobrą wolę naszych “chrzcicieli ulic”.

Autor: T. Milewski
Źródło: “Nowa Gazeta Łukowska” 14/1999 r.

Fotografia nagłówka: www.bernardyni.rzeszow.pl

Dodaj komentarz