Z Lublina do Łukowa

Linia Łuków-Lublin dziś

(Korespondencja własna Kurjera Warszawskiego.)

Łuków, d. 11-go sierpnia.

Do stacji Radzyń przyszłej kolej wyjeżdża się z tego miasta szosą międzyrzecką i na siódmej wiorście skręca na lewo pod lasem, należącym do dóbr radzyńskich. Prócz kilku tysięcy cegieł i małej ilości materjałów drzewnych, zwiezionych na miejsce, gdzie mają stać budynki stacyjne, niema nic więcej, ani żywej duszy nie widać. Tak samo dzieje się na całej przestrzeni dóbr radzyńskich, gdyż właściciel ich, p. Szlubowski, żądał stanowczej decyzji i bliższego określenia warunków, na jakich jego grunty mają być zajęte pod budowę kolei, i dopiero teraz miała nadejść owa decyzja.

Dworzec kolejowy pierwiastkowo miał być położony bliżej miasta, bo tylko o 2 1/2 wiorst od Radzynia, a nawet część materjałów na owo bliższe miejsce była już zwieziona, wszakże później plan ten uległ zmianie.

Linja od stacji Radzyń idzie przez lasy na dużej przestrzeni między folwarkami Płuda a Jaszki, ale koło plantu nic tu jeszcze nie zrobiono, dopiero regularny nasyp zaczyna się na gruntach włościańskich wsi Główne i dalej przez grunty wsi Gąsiory i Zakrzew w pobliżu wsi Paskudy. Do odprowadzania wód napływowych będą zbudowane dwa mosty, z których jeden za folwarkiem Jaszki, drugi wprost wsi Główne.

W tej okolicy około budowy kolei pracują niemal wyłącznie robotnicy z gubernij grodzieńskiej i mińskiej.

Zaraz za wsią Zakrzew linja wchodzi w las i ciągnie się dalej aż pod Łuków okolicą lesistą, a więc przez lasy majoratu Kownatki i dalej przez rządowe. Miejscowość tu nierówna, a dowodem jest to, że na przemiany spotyka się nasypy i rozkopy, ale te ostatnie bez dużego zagłębienia.

Od wsi Główne do Łukowa widać największy postęp robót na przestrzeni między stacjami Radzyń a Łuków. W lesie rządowym ma być przystanek, tymczasem zaś w tem miejscu wyrąbano odpowiednią przestrzeń lasu i wzniesiono tymczasowe koszary dla robotników.

Na końcu lasu rządowego, koło leśniczówki, włosi budują most z kamienia; są tu także dwa przejazdy dla utrzymania komunikacji dawnej, zwykłemi drogami, które się tu schodzą. Zaraz dalej droga przechodzi przez wyrąbany las dóbr Strzyżew. Był tu jeszcze niedawno tartak parowy do obrabiania wyrąbanego drzewa, była cała osada wzniesiona dla administracji i robotników, były sklepy, teraz zaś została tylko ogromna góra bezużytecznych trocin.

Za tym wyciętym lasem idzie inny, należący do kolonistów wsi Łazy, przez który przebiega plant kolei, widać usypany wczesną wiosną, gdyż obrósł trawą i zielskiem i ubił się doskonale; następnie plant przechodzi przez grunty wsi Turzerogi i wkracza na obszerne i bagniste łąki, na których dużo już zrobiono koło długiego mostu kamiennego; później koło wsi Starawieś, między lasami rządowym a turzeroskim, przedostaje się na pastwiska wsi Wójtowstwo, gdzie już widzimy bardzo wysokie nasypy, poprzedzielane częstemi mostami, około których pracują włosi i robotnicy miejscowi.

Bardzo było pracowite usypywanie plantu na miejscach bagnistych, obszernych pastwiskach wsi Wójtowstwo, którą zamieszkają koloniści miejscowego pochodzenia, i zaraz za owemi pastwiskami plant nowej kolei łączy się z plantem kolei warszawsko-terespolskiej, koło pierwszej budki dróżniczej tej ostatniej.

Nowa kolej nie będzie miała w Łukowie własnego dworca pasażerskiego, a towarowy znajdować się ma na przestrzeni 4—5 wiorst od stacji Łuków, między wsiami Wójtowstwo a Turzerogi. Ogólna przestrzeń kolei nie jest mi wiadomą dokładnie, ale przestrzeń traktami od Lublina do Łukowa wynosi teraz wiorst 109, to jest z Lublina do Lubartowa wiorst 24, z Lubartowa do Parczewa wiorst 32, z Parczewa do Radzynia wiorst 28 i z Radzynia do Łukowa wiorst 25.

Od końca plantu nowej kolei do pasażerskiej stacji Łuków, licząc drogą zwykłą przez miasto, będzie około trzech wiorst częścią po trakcie zwyczajnym, tak zwaną drogą polską od najbliższej wsi Gołąbki, później brukiem i wreszcie za miastem szosą.

Łuków wciąż się powiększa, ale tylko na długość i niema w nim tego porządku, jaki jest w Radzyniu. Może mieszkańcy są ubożsi, ponieważ wiele domków znajduje się w stanie godnym pożałowania, takie brudne i odrapane. W gmachu, gdzie niegdyś mieścił się konwikt Szaniawskich, z zapisu ś.p. biskupa Szaniawskiego, są teraz mieszkania prywatne, kościół popijarski zajęty na parafjalny, gimnazjum na szpital, klasztor na kasę powiatową. Kościół ten, odbudowany w r. 1695-ym kosztem Jana Jezierskiego i szlachty ziemi łukowskiej, oddany był oo. pijarom z obowiązkiem utrzymywania przy nim szkół; następnie szkołę przeniesiono do Siedlec, dokąd też przeniesiono konwikt Szaniawskich z dodatkiem stypendjów dla dwóch Izdebskich. Świątynia po zajęciu jej na parafję zyskała na wyglądzie zewnętrznym. Dawne schody drewniane zamieniono na kamienne i urządzono wejście na wzór kościoła św. Krzyża w Warszawie, a z frontu ustawiono śliczną przez Syrewicza wykonaną z kamienia figurę Chrystusa dźwigającego krzyż, pod którą umieszczono na tablicy napis: “Jarzmo moje słodkie jest, a ciężar mój lekki”.

Na b. klasztorze, nad lokalem kasy powiatowej został dawny, widocznie odnowiony kompas słoneczny z napisem “Soli, obtompero soli”

Łuków prócz tego posiada jeszcze dwa kościoły: to jest po bernardyński murowany i okazały, wzniesiony początkowo w r. l629-ym przez Erazma Domaszewskiego, a w r. 177O-ym odbudowany przez wiernych wspólnemi siłami i drewnianą kapliczkę pod wezwaniem św. Rocha na cmentarzu. Parafja tu bardzo wielką, liczy około 15,000 dusz, zamieszkałych w mieście i przeszło sześćdziesięciu różnych nomenklaturach wiejskich.

*

Na całej przestrzeni drogi przebytej przeze mnie zbiory na polach mają się ku końcowi, został gdzieniegdzie owies i tatarki, oraz rośliny okopowe. Urodzaje były dość dobre, żyto jednak po omłocie, jak dowiodły czynione już w wielu miejscowościach próby, mniej wydajne niż w roku ubiegłym; próbnych omłotów pszenicy nie dokonywano.

Gospodarstwo jak wszędzie tak i tutaj rozmaite, większość wszakże postępowych, a na działkach włościańskich, nie zostawianych już według dawnego zwyczaju trzypolówki—ugorem, dostrzegałem rośliny pastewne i dużo łubinu żółtego, którego znów nie widać w okolicach lubelskich; tam znowu uprawiany jest łubin niebieski, który się na polach łukowskich nie udaje.

Na koniczynach i na więcej mokrych łąkach zbierają się już gromadnie bociany, prawdopodobnie na narady co do odlotu, jakkolwiek młode są jeszcze słabe i nie rozwinięte dostatecznie. Rolnicy z wczesnego zbierania się tych ptaków w gromady wróżą wczesne zimna.

*

Reasumując to wszystko, co się dało słyszeć i widzieć podczas mojej wycieczki na przestrzeni Lublin-Łuków, przychodzę do wniosku, że nowa droga na razie nie przyniesie dla okolicy wydatniejszych rezultatów. Przechodzi ona przez część kraju, poświęconego wyłącznie rolnictwu, i jedynie też rolnikom może ułatwić nieco zbyt i odstawę produktów. Lasy wszędzie są mocno przetrzebione, te zaś, które zostały, zyskają na wartości. Na dzisiejszych błotach i trzęsawiskach, prawie bezużytecznych, ziemianie, posiadający większe środki, mogliby zaprowadzić gospodarstwo rybne, które przy ułatwionej komunikacji może się dobrze opłacić, jako też hodowla bydła i drobiu. W Parczewie, pomimo istnienia trzech browarów, mógłby się jeszcze pomieścić czwarty, wyrabiający dobre piwo bawarskie, a na całej przestrzeni otwiera się pole zarobku dla mniejszych rzemieślników rozmaitych rzemiosł, którzyby mogli już zawczasu rozpatrzeć się w sytuacji i wcześnie zająć stanowiska, bo, jak wiadomo, kto wcześniej do młyna przyjeżdża, wcześniej też miele. W Radzyniu był niegdyś młyn parowy, który upadł jedynie z powodu braku odpowiednich środków komunikacyjnych.

Autor: Pr.
Źródło: “Kurjer Warszawski” Nr. 224, Dnia 14 sierpnia 1896 r.


Dodaj komentarz