W Łukowie przy grobie cadyka9 min read

Macewy z pomnika który znajduje się na cmentarzu żydowskim w Łukowie.
Potomkowie otaczanego czcią rabina z Łukowa zamierzają odbudować jego grobowiec na kirkucie przy ul. Warszawskiej. Miejsce to może się stać w przyszłości celem pielgrzymek pobożnych Żydów.

W pewnej rodzinie żydowskiej ciężko zachorował kilkunastoletni chłopiec. Zaczął się dziwnie zachowywać, nurzał się jak obłąkany w śmieciach. Rodzice poszli po pomoc do rabina Akiwy Meira Tornhajma. Uchodzący za wyjątkowego mędrca starzec był ich ostatnią deską ratunku. Rabbi wysłuchał ich, po czym zarządził, co mieli uczynić. Kazał im przygotować dla chłopca nowe ubranie, zaprowadzić go o północy do mykwy (łaźni rytualnej) i tam szybko zmienić stare odzienie na to przyniesione. Po przebraniu dziecka nie mogli ani przez moment patrzeć na starą odzież, tylko mieli szybko wrócić do domu. Tak też uczynili i syn ich natychmiast ozdrowiał.

Isachar Berysz Tornhajm

Wieść o tym zdarzeniu szybko się rozeszła wśród miejscowych Żydów, a sława Akiwy Meira jeszcze bardziej wzrosła. Nie był to pierwszy, ani ostatni z jego cudów. Dzięki nim oraz swym przymiotom uchodził za cadyka. Mianem tym określano ludzi pełnych charyzmy i nadprzyrodzonych mocy, szczególnie sprawiedliwych i pokornych, będących wzorem dla innych. Chasydzi, czyli pobożni, tradycyjni Żydzi, otaczali ich głęboką czcią, tak za życia, jak i po śmierci. Na grobach cadyków wznosili kaplice, zwane ohelami, do których pielgrzymowali, by się modlić i zanosić prośby. Miały być one wysłuchane szczególnie w kolejne rocznice śmierci cadyka, kiedy to, jak wierzono, duch jego schodził na ziemię, po czym zabierał z niej błagania do nieba.

Tradycje poszczególnych cadyków kontynuowali ich potomkowie. W ten sposób powstawały dynastie, tym sławniejsze, im więcej miały cadyków wśród przodków. Wokół dynastii gromadziły się grupy wyznawców pozostających pod wpływem autorytetu świętych mężów, zwane dworami. Holokaust przyniósł kres polskiemu chasydyzmowi, jednak niektóre dynastie odrodziły się w innych krajach. Prowadzą własne synagogi, pielęgnują tradycje swych wielkich przodków. Raz do roku, gdy przypada rocznica śmierci poszczególnych cadyków (w języku jidysz określana mianem ‘jorcajt’), wielu chasydów przyjeżdża na ich zachowane (bądź odbudowane) w Polsce groby. Przywożą prośby spisane na małych zwitkach papieru, zwanych ‘kwitlech’, które wtykają w zakamarki ohelów.

18 GROSZY ZA PORADĘ

Akiwa Meir miał wszelkie podstawy, by zostać cadykiem. Urodził się w 1842 r. w Wolborzu niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego jako piąty syn sławnego rabina Isachara Berysza Tornhajma (1801-1877), piszącego się też ha-Kohen, czyli wywodzącego się z rodu kapłańskiego. Jedno z imion, jakie dla najmłodszego potomka wybrał ojciec, miało przepowiadać mu przyszłość mędrca (‘meir’ to po hebrajsku ‘ten, który oświeca’). Od najmłodszych lat rabbi Tornhajm wprowadzał swego następcę w tajniki Tory. Wpoił mu tak głęboką miłość do świętych ksiąg judaizmu, że przez całe swoje życie Akiwa Meir gorliwie oddawał się ich studiowaniu. Miał np. zwyczaj czytać każdego dnia osiemnaście rozdziałów i osiemnaście stron Talmudu. Zyskał też ponadprzeciętną biegłość w kabale, czyli mistyczno-filozoficznej nauce opartej na żydowskich traktatach, komentarzach do tekstów biblijnych i numerologii.

Szmuel Tornhajm, w tle zdjęcie jego ojca Cwiego, urodzonego
w Łukowie rabina, założyciela synagogi Łuków-Wolbórz

Samodzielną posługę rabina Akiwa Meir Tornhajm pełnił początkowo w Miechowie i dlatego zwano go Miechowerem. Gdy w wyniku wielkiego pożaru, jaki strawił to miasto, stracił swój dom, przeprowadził się do Łukowa. Tu założył ‘bejt midrasz’ (hebr. ‘dom nauki’ – jedna z nazw i funkcji synagogi), w którym gromadzili się Żydzi bardziej zamożni i cieszący się poważaniem (głównie rzemieślnicy oraz właściciele nieruchomości). Szybko zyskał uznanie, nie tylko wśród towarzyszących mu i tworzących dwór chasydów, lecz także w oczach innych miejscowych rabinów, a nawet dostojników kościelnych. Szanowali go za mądrość udzielanych rad, powściągliwość i skromność. Słynął z tego, że za pomoc w rozwiązywaniu różnych problemów, czy to życiowych, czy dotyczących spraw duchowych, nigdy nie pobierał więcej niż 18 groszy. Otrzymanymi pieniędzmi dzielił się z potrzebującymi. Wysyłał je nawet do Palestyny dla mieszkających tam biednych. Jego dom był dla wszystkich otwarty, a każdego, kto weń wstąpił, rabbi Tornhajm traktował jak brata.

Otoczony aurą niezwykłości rabin Akiwa Meir był człowiekiem nikłej postury. Tak bardzo nie przywiązywał wagi do doczesności, że prawie nic nie jadł. Dzień i noc studiował Talmud i inne święte żydowskie księgi. Pisał też własne komentarze (m.in. do biblijnych psalmów), które po jego śmierci wydane zostały w księdze pt. “Słowa ludu”. Zyskała ona duży rozgłos i ugruntowała sławę rabina Akiwy Meira jako jednego z najwybitniejszych myślicieli żydowskich swoich czasów.

FUNDAMENTY OHELU

Rabbi Akiwa Meir Tornhajm zmarł 7 października 1918 r., mając tyle samo lat co ojciec (76). Pochowany został na cmentarzu żydowskim w Łukowie (jego ojciec spoczął na kirkucie w Piotrkowie Trybunalskim; kilka lat temu odbudowano tam jego ohel). Przywództwo łukowskiego dworu po rabinie Akiwie Meirze objął na krótko jego syn Jair Elimelech, później zaś wnuk Cwi. Ten ostatni na początku niemieckiej okupacji stracił całą rodzinę z wyjątkiem jednego brata. Przeżył Holokaust, wędrując od wsi do wsi i ukrywając się. Gdy wojna się skończyła, wyjechał do Brazylii i osiadł w Rio de Janeiro. W 1985 r., po przeprowadzce do Izraela, założył w mieście Bnei Brak synagogę, którą nazwał “Łuków-Wolbórz”. Istnieje ona nadal, na jej czele stoi syn Cwiego, rabbi Szmuel Tornhajm.

Społeczność zgromadzona wokół synagogi kontynuującej tradycję rabinów wywodzących się z Wolborza i Łukowa zapragnęła ostatnio odszukać ślady cadyka Akiwy Meira. Pod koniec 2015 r. przyjechała do Łukowa delegacja z Bnei Braku. Izraelczycy udali się na kirkut przy ul. Warszawskiej, na którym niczego więcej oprócz pomnika w kształcie piramidy, zbudowanego z ocalałych macew, nie znaleźli. Nie zrazili się tym. Postanowili ustalić miejsce pochówku tak ważnego dla nich członka dynastii Tornhajmów. Wyszli z założenia, że rabinowi o tak wysokim statusie jego dwór z pewnością wystawił ohel. Wiadomo też, że kaplice grobowe sytuowane były najczęściej w rogu cmentarza. Zresztą sam Akiwa Meir zażyczył sobie w testamencie, by go pochowano w takim miejscu. Choć wojny ohel nie przetrwał, mogą tkwić w ziemi jego fundamenty. Dlatego Izraelczycy z Bnei Braku zlecili badania georadarem. Zostały one przeprowadzone na kirkucie łukowskim w kwietniu i maju 2016 r. Z tego, co wiadomo, przyniosły pomyślny rezultat.

Odnalezienie fundamentów ohelu cadyka Akiwy Meira może oznaczać, że zostanie on odbudowany, tak jak to miało miejsce w ostatnich latach w wielu polskich miastach. Chasydzi zjeżdżają co roku na groby cadyków w Leżajsku, Bobowej, Górze Kalwarii, Lublinie czy Kocku. Pielgrzymki takie po- czątkowo budzą duże zainteresowanie wśród miejscowej ludności, bywa że i nieufność, z czasem jednak stają się lokalną tradycją. Przynoszą też pewne profity, bowiem podczas ‘jorcajtów’ obroty zwiększają hotele, przedsiębiorstwa taksówkowe czy restauracje, które potrafią zapewnić koszerne wyżywienie. Wiele miast chasydzkie pielgrzymki wpisało do strategii turystycznych, co dodatkowo napędza lokalną koniunkturę.

Ohele cadyków na kirkucie w Piotrkowie Trybunalskim
(w środku kaplica grobowa Isachara Berysza Tornhajma)

Czas pokaże, czy w Łukowie stanie ohel Akiwy Meira Tornhajma. Okazją do tego może być przypadająca w 2018 r. setna rocznica śmierci cadyka. Jego potomkowie, prowadzący w Izraelu synagogę “Łuków – Wolbórz”, jak widać konsekwentnie zmierzają do ustanowienia w Łukowie miejsca pielgrzymek. Pytanie, jak do tego ustosunkują się lokalne władze i społeczeństwo. Podobno raz do roku, gdy duch cadyka zstępuje na ziemię, jest ona bliżej nieba. Może więc wyniknie z tego coś dobrego i dla Łukowa?

PROROCZY SEN

Gdy Akiwa Meir udawał się w podróż, wędrował incognito, a i tak był szybko rozpoznawany i przyjmowany wszędzie z honorami należnymi największym mędrcom. Niebiosa czuwały nad nim. Legenda głosi, że pewnego razu udał się w odwiedziny do rabina Bełza. Gdy przejeżdżał przez Tomaszów Lubelski, został przez kogoś poproszony o przekazanie bełzkiemu rabbiemu jakiejś drogocennej rzeczy. Zgodził się uczynić tę przysługę nieznajomemu i niedługo potem miał z tego powodu kłopoty. Gdy przekraczał granicę (Bełz leżał już poza kordonem Królestwa Polskiego), został przez celników posądzony o przemyt i zamknięty w areszcie. W nocy pewna miejscowa kobieta miała sen, w którym otrzymała nakaz udania się do więzienia i udzielenia pomocy zatrzymanemu podróżnemu. Gdy to uczyniła i opowiedziała o wszystkim strażnikom, ci uznali, że mają do czynienia z kimś niezwykłym. Przenieśli go do lepszej celi oraz zaczęli szczególnie dobrze traktować. Wieść o tym szybko się rozeszła i dotarła do rabina Bełza, który czym prędzej przybył do miejsca osadzenia rabbiego Akiwy Meira i wybawił go z opresji.

Autor: KRZYSZTOF CZUBASZEK
Zdjęcia: Z Piotrkowa Trybunalskiego – Aleksander Batorowski, pozostałe ze zbiorów rabina Szmuela Tornhajma

Dodaj komentarz