Z Teatru – “Świerszcz”4 min.

Z Łukowskiego Teatru

“Świerszcz”, sztuka 4 akt., według opowieści Dickensa, odegrał w Łukowie, w sali “Ogniwa”, w dniu 6. IV. r. b. (1930) – wileński teatr “Reduta”. Nadzwyczaj uczuciowa, oryginalna treść sztuki i bardzo dobra gra całego zespołu – złożyły się na doskonałe widowisko. Widownia przepełniona, były nawet miejsca dostawiane. Wrażenia z tego przedstawienia zamieszczamy na innem miejscu.

Źródło: “Gazeta Powiatu Łukowskiego” R. 3, Nr 5 (23), 1930 r.


4 akty
według opowieści Dickensa w opracowaniu Reduty.

Po doskonałej i koncertowo zagranej komedji Żeromskiego “Uciekła mi przepióreczka” wystąpiła Reduta w dniu 6 kwietnia b. r. (1930) z opracowaną przez siebie – według opowieści Dickensa “Swierszcz za kominem” – sztuką zatytułowaną krótko “Świerszcz”.

Autor “Świerszcza za kominem”, Karol Dickens, żyjący w ubiegłem stuleciu, jest jednym z najznakomitszych powieściopisarzy angielskich, którego dzieła, tłumaczone na różne języki świata, czytane są z entuzjazmem przez wszystkie cywilizowane narody. “Dickens – poeta proletarjatu i mieszczaństwa”. Istotnie – dzieła jego odznaczają się nie tylko wielkiemi artystycznemi walorami, ale szczególnie wielkiem odczuciem niedoli ludzi, najbardziej przez los upośledzonych, biedaków, sierot; tych też otacza wielką miłością i wyrozumiałością, przebacza złym przejawom ich słabej natury i wierzy silnie w dobroć człowieka.

Idea miłości bliźniego jest podstawą światopoglądu Dickensa i kwintesencją jego działalności pisarskiej. Mimowoli nasuwa się z polskiego piśmiennictwa postać B. Prusa. “Prosty człowiek i Bóg” – to wykwit ideałów Prusa.

Optymizm serca i myśli leżą w strukturze duchowej obu pisarzy. I dlatego płacząc nad niedolą bliźnich, uśmiechają się do nich z wyżyny swych ideałów, dlatego żadne ich dzieło nie pozostawia uczucia obniżenia duchowego. Jeżeli odrazu nie wzbudzają optymizmu, to przynajmniej zadumę i refleksję, które wiodą do niego. Wszyscy szukający w poezji otuchy i ciepła, znajdą je niewątpliwie w książkach tych dwóch wielkich pisarzy.

W swej bogatej spuściźnie pisarskiej nie zostawił Dickens ani jednego utworu scenicznego. Jego opowieść “Świerszcz za kominem”, przerobiona niedawno na scenę, ujawnia, jak to doskonale wyraził jeden ze znawców Dickensa, Chesterton, głębokie “odczucie ogniska domowego, czyli odczucie, że kominek jest czerwonem sercem pokoju”. – Głos świerszcza za kominkiem, – jak piszą w swych “Wiadomościach” redutowcy – jest niejako spokojnem, miarowem biciem tego serca. Czerwone serce się trwoży i nieomal bić przestaje, kiedy wśród ludzi. skupionych około kominka, powstaje rozdźwięk duchowy, kiedy wewnętrzny ich spokój zostaje zakłócony, kiedy rodzą się pewne nieporozumienia. Wtedy regulator życia rodzinnego, świerszcz, milknie, przestaje ćwierkać. Kiedy zaś życie rodzinne woźnicy Jana, wróci do dawnego trybu i stanie się znowu zgodnem, monotonny głos świerszcza rozlegnie się z za ściany. Cała rodzina Jana widzi wtem małem, ukrytem stworzonku symbol jedności rodzinnej i ducha opiekuńczego, żywi cześć dla niego i z prawdziwą radością przysłuchuje się wieczorem po całodziennej, ciężkiej pracy jego ćwierkaniu, cieszy się, że ten dobry duch daje znak o sobie, że czuwa nad nią i domem całym.

Jeden tylko Teklton, stary kawaler, skąpiec i egoista nienawidzi ćwierkania świerszczów i tępi je bez litości, z odrazą i wielkiem zgorszeniem słucha ich głosu w izbie woźnicy, ale też w domu jego, o czterech ścianach, nie słychać bicia serca. Nieczuły na nędzę starego Kaleba i niedolę jego niewidomej córki, Berty, jest on całkowitem przeciwstawieniem Jana. A przecież nie mógł wytrzymać w tej pustce i przekonał się ten samolub, że samotnym nie może długo pozostać; na dnie jego stwardziałego serca poczęła przecież tleć się przytłumiona iskra prawdziwego uczucia.

Dickens przeprowadził w “Swierszczu” tezę, że rodzina jest najtrwalszem ogniwem, które spaja ludzi ze sobą, jego powieść jest niejako “poetyckiem błogosławieństwem” dla ogniska rodzinnego; mimo dużej różnicy wieku Jan i jego “kropeczka”, “kruszynka”, Marysieńka, stanowią – oparty na serdecznej miłości i wzajemnem zaufaniu – wzór współżycia rodzinnego. “Błogosławione życie w małym, własnym domu” – mówi Mickiewicz ustami Gustawa w IV cz. “Dziadów”. Jak niezmiernie miło jest wracać Janowi po trudach walki z ciemnością i szalejącą zawieruchą jesienną do jasnego, zacisznego i miłego kominka, skoro wie napewno, że grzeiąc przy ogniu swe zziębnięte ciało, usłyszy radosne ćwierkanie opiekuńczego świerszcza, a w pobliżu żywo bijące serce oddanej mu w wiernej miłości “kruszynki”!

Sztuka doskonała dzięki swym wartościom emocjonalnym i bezpośredniości. Do osiągnięcia pełni artystycznego uzewnętrznienia przyczyniła się znakomita gra aktorów. Z uznaniem należy podkreślić świetnie zagrane role: Marji, Berty, Tekltona, Jana i Kaleba. W tym bezpośrednim kontakcie zrodziło się współżycie duchowe aktorów i publiczności, nie było miejsca na niedomówienia, załamania, tony fałszywe. Co miało wzruszać – wzruszało, co miało śmieszyć – śmieszyło, choćby przez łzy.

S.

Źródło: “Gazeta Powiatu Łukowskiego” R. 3, Nr 5 (23), 1930 r.

Dodaj komentarz