Krzyż przeciw demonom9 min.

Krzyz Head

Karawaka, karawika, karawik, krzyż choleryczny, krzyż morowy, krzyż św. Zachariasza to charakterystyczny krzyż o dwóch poprzecznych ułożonych centralnie ramionach, z których górne jest krótsze. Uznawany był za chroniący przed “morowym powietrzem”, czyli epidemiami dżumy, czarnej ospy, cholery, tyfusu czy gruźlicy, a także przed anomaliami pogody, nieszczęściami i nagłymi zgonami. Maria Konopnicka opisywała takie rozstajne krucyfiksy: ” … tam mór kiedyś był i ludzie się od nagiej śmierci krzyżem warowali”.

Jego nazwa związana jest z miejscowością Caravaca de la Cruz w hiszpańskiej Murcji. Miasto słynne z relikwii drzazg z krzyża ukrzyżowania. Przechowywane one były w relikwiarzu mającym kształt krzyża patriarchalnego czyli o dwóch poprzecznych belkach. Wyższa, krótsza symbolizuje deskę z literami INRI umieszczoną na krzyżu nad głową Jezusa. Relikwiarz ten był pierwowzorem dla karawaki.

Pojawienie się relikwiarza z fragmentami krzyża świętego w Murcji tłumaczy legenda. W I połowie XIII w. południowa część Półwyspu Iberyjskiego była jeszcze w posiadaniu Maurów. Gubernator prowincji Walencja z ramienia Almohadów Zayd Abu Zayd, skłócony ze swoim afrykańskim kalifem i szukający oparcia u króla Aragonii Jakuba I Zdobywcy był zaintrygowany chrześcijaństwem. Poprosił, czy też nakazał przebywającemu na jego dworze kapłanowi odprawić mszę. Zebrano jakoś potrzebne do ceremonii przybory i naczynia, jednak już w trakcie celebrans dostrzegł, że brakuje najważniejszego elementu czyli symbolu krzyża. Zmieszanemu kapłanowi muzułmański gubernator wskazał na okno, w którym pojawiły się dwa anioły z krzyżem. Był to właśnie krzyż, który zdobył wkrótce sławę jako cudowny krzyż z Caravaca. Pod wpływem cudu i wrażenia, które sprawiła na nim msza, Zayd Abu Zayd jeszcze tego samego dnia zdecydował się na chrzest. Miało się to dziać 3 maja 1232 r. Oficjalnie konwersja odbyła się w 1236 r. a Zayd Abu Zayd przyjął chrześcijańskie imię i nazwisko Vicente Bellvis. Krzyż miał 17 cm wysokości, a ramiona 7 i 10 cm. Nie ma jasności ja znalazł się w Caravaca. Był to niewątpliwie krzyż pochodzenia wschodniego. Przypuszcza się, że należał do pierwszego łacińskiego patriarchy Jerozolimy Amulfa z Chocąues, wybranego podczas I wyprawy krzyżowej. W Caravaca pojawił się wraz z Zakonem Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona czyli templariuszami, którzy miejscowy zamek przejęli w II poł. XIII w. Krzyż z relikwiami mieli oni otrzymać od innego łacińskiego patriarchy Jerozolimy, Roberta z Nantes. Wg innej wersji krzyż został zdobyty przez Ferdynanda III Świętego podczas wojny z Maurami w 1241 r. i podarowany templariuszom. W każdym razie krzyż z relikwiami “krzyża prawdziwego” szybko zasłynął cudami. Podczas jednej z prób odbicia twierdzy przez Maurów zatruli oni wodę, z której korzystali oblężeni templariusze. Na szczęście znaleziono bukłaki z winem. Po zamoczeniu w tym winie krzyża nabrało ono nie tylko właściwości leczniczych, ale wlane do zatrutych studni uczyniło z powrotem wodę zdatną do picia. Na cześć tego wydarzenia do dziś odbywa się w mieście malownicza trzydniowa fiesta “Los Caballos del Vino” na początku maja, podczas której mieszkańcy podzieleni na Maurów i chrześcijan i odpowiednio przebrani, biorą masowo udział w różnorodnych konkursach.

Na cześć cudownego krzyża, o którym wieść obiegła wszystkie królestwa Półwyspu Iberyjskiego, miejscowość otrzymała w nazwie dopisek “de la Cruz”. Pielgrzymki do Caravaca de la Cruz notowane były już w II poł, XIV w. Po templariuszach w zamku rezydowali rycerze zakonu Santiago (Zakonu św. Jakuba z Composteli. Zakon św. Jakuba od Miecza). Krzyż został skradziony w 1934 r, w czasach silnej propagandy antykatolickiej w okresie Drugiej Republiki Hiszpańskiej. Jego losy nie są znane. W 1945 r. papież Pius XII podarował bazylice cząstkę drzewa Krzyża Prawdziwego, pochodzącą z drzewa odkrytego i sprowadzonego w IV w. z Jerozolimy przez cesarzową św. Helenę. Teraz ta relikwia, w kopii oryginalnego relikwiarza, przechowywana jest w Caravaca de la Cruz. W 1998 r. za pontyfikatu Jana Pawła II, Stolica Apostolska nadała zbudowanej w latach 1617-1703 wewnątrz starego zamku Maurów bazylice Krzyża Przenajświętszego i Prawdziwego, jako piątemu miejscu na świecie (obok Rzymu, Jerozolimy, Santiago de Compostela i Santo Toribio de Liebana) prawo obchodzenia – w sanktuarium, gdzie przechowywany jest Cudowny Krzyż – Nieustannego Jubileuszu (uznanie co siódmego roku za Rok Święty, na zawsze – in perpetuum).

W Hiszpanii krzyż z Caravaca chronił przed wypadkami i nagłymi zgonami, klątwami, kradzieżami, burzami, piorunami. Leczył bezsenność. Wieszało się go na drzwiach wejściowych (od wewnątrz) lub przechowywało w szkatułce owinięty w fioletowy jedwab lub nosiło w formie medalionu. Był ceniony również w hiszpańskich koloniach w Ameryce Łacińskiej oraz na Filipinach. Dzięki jezuitom stał się znany w całej Europie.

Do Polski dotarł w połowie XVI w. w związku z jego rozpowszechnieniem we Włoszech podczas soboru trydenckiego. W trakcie obrad w 1545 r. w Trydencie pojawiła się zaraza morowa, którą kardynałowie z Hiszpanii zwalczali krzyżem z Caravaca. Pielgrzymi zaczęli przynosić do Polski relikwiarzyki w kształcie małych krzyżyków w formie krzyża z Caravaca nadając im nazwę “krzyż hiszpański” lub spolszczoną nazwę miasta – karawaka, karawika. Stąd w Polsce krzyż ten chronił głównie przed zarazami, natomiast w Niemczech chronił również przed burzami i śnieżycami jako Wetterkreuz. Był też talizmanem na wiele innych nieszczęść.

Karawaka na ul. Warszawskiej – chylący się ku ziemi krzyż ukryty w krzakach bzu.

Karawaki były dostępne jako medaliki i medaliony do noszenia przy sobie. Istniały specjalne modlitwy, których zbiorki też nazywano karawikami. Specjalne znaczenie miała tzw. modlitwa (błogosławieństwo) św. Zachariasza, papieża z VIII w. Biskup Antiochii Leonard, uczestnik Soboru Trydenckiego uzupełnił krzyż w ten sposób, że kazał umieścić na nim siedem krzyżyków oznaczających słowo crux oraz osiemnaście liter, od których zaczynają się poszczególne modlitwy. Ryte na krzyżach były kluczem do tych modlitw i jednocześnie rozwinięte w słowa same są modlitwą. Rozmieszczano je na wszystkich belkach krzyża najczęściej w takim układzie: na górnym poprzecznym ramieniu litery: +Z+DIA+BIZ; na dolnym: SAR/+Z+; na pionowej belce krzyża: +HGF+BFRS. Litery te odczytać można jako zapis błogosławieństwa św. Zachariasza: +(crux) Z(elus) +(crux) D(eua) I(n manus) A(nte) +(crux) B(onum) I(nclinabo) Z(elavi) +(crux) S(alus) A(byssus) B(eatus) +(crux) Z(elus) +(crucis) H(acccine) G(ulturi) F(actae) +(crux) B(eatus) F(actus) R(espice) S(lavis). Mogła być to również modlitwa do świętego Benedykta. Litery CSSML. (na belce pionowej) oznaczały Crux Sacra Sit Mihi Lux (krzyż, święty niech mi będzie światłem). Litery na ramionach głosiły natomiast: NDSMD – Non Draco Sit Mihi Dux (smok niech nie będzie mi przewodnikiem) i VRSNSMV – SMQLIVB – Vade Retro Satana, Numquam Suade Mihi Vana – Sunt Mala Quae Libas, Ipse Venena Bibas (idź precz szatanie, nie kuś mnie do próżności – złe jest to, co podsuwasz, sam pij truciznę). Bywały i litery CSPB – Crux Sancti Patris Benedicti (krzyż świętego ojca Benedykta).

Karawiki-modlitwy były drukowane na ziemiach polskich jeszcze w II poł. XIX wieku i z miejsc i lat ich wydania możemy dziś wnioskować o ówczesnych epidemiach cholery. Były też drukowane kartki do naklejania na drzwi domów, aby strzegły ich mieszkańców przed złymi mocami, chorobami i przeciwnościami losu. Nieraz łączone były z krzyżem św. Benedykta, a wówczas skutecznie chroniły też przed czarami, otruciem i kuszeniem przez szatana. Krzyż z Caravaca stał się też znakiem walki z epidemiami, a zwłaszcza z gruźlicą i dziś można go spotkać w godłach towarzystw medycznych, szpitali, kampanii przeciw gruźlicy. W latach 30. i 40. XX wieku w Hiszpanii i Polsce występował też na znaczkach pocztowych propagujących zwalczanie tej choroby.

Zwyczaj stawiania drewnianych karawak chroniących przed morowym powietrzem upowszechnił się w Polsce prawdopodobnie od II poł. XVII w. W czasie zagrożenia budowano karawaki na początku i na końcu wsi, nieraz na rozstajach dróg, by blokowały drogę zarazie. W czasie epidemii nie wolno było wychodzić mieszkańcom wsi poza taki krzyż. Wierzono, że skuteczność gwarantuje wykonanie karawaki z jednego kawałka drzewa w ciągu jednej nocy i ustawienie go tej samej nocy. Najskuteczniejszą ochroną było ustawienie podczas epidemii karawak na każdym krańcu wsi i otoczenie jej nicią rozsnutą pomiędzy tymi krzyżami. Najczęściej wieś chronił jeden krzyż morowy. Ryto na nim nieraz wyżej wymienioną modlitwę. Ze względu na jej długość brakowało nieraz miejsca stąd też pojawiały się karawaki z trzema poprzecznymi ramionami Dodane trzecie ramię dolne miało długość najwyższego, a odległość pomiędzy ramionami była równa.

Zdjęcie karawaki w Łukowie z 1940 r.

Karawaka nazywana jest często krzyżem cholerycznym dlatego, że zarazy tej choroby przetrwały najdłużej. Kilka wielkich epidemii dotknęło mieszkańców Polski w XIX w. W 1831 r. przywlokły ją wojska rosyjskie walczące z powstaniem listopadowym. Kolejna w latach 1848-1855 tylko w 1852 r. uśmierciła ponad 48 000 mieszkańców Kongresówki. Epidemie szerzyły się też w latach 1866 – 1873 i w latach 1893-1895. Duża epidemia pojawiła się również podczas I wojny światowej w 1915 r. Krzyże, które dotrwały do współczesnych czasów pochodzą najczęściej z okresu II wojny światowej, gdy stawiane były w związku z epidemiami tyfusu. Czasami po dokładniejszym przyjrzeniu się można dostrzec w starym drewnianym krzyżu karawakę. Gdy odpadła ze starości jedna lub obie z poprzecznych belek dorabiano już tylko jedną. Wcięcie po drugiej zatykano kawałkiem drewna.

Współcześnie karawaki są już rzadkością. W powiecie łukowskim zachowało się ich zaledwie kilka, m.in. w Łukowie, Burcu, Biardach. Większość z nich ma około 70 lat i przypomina o epidemii tyfusu w czasie II wojny światowej. Jednak chociaż przydrożnych krzyży morowych nie widujemy już zbyt często, przetrwał zwyczaj noszenia na szyi małych karawak lub medalików tzw. medalionów św. Benedykta. Wprawdzie nie służą już jako amulety do obrony przed chorobą, ale – zgodnie z tradycją – chronią przed wypadkami, nagłymi zgonami, kradzieżami, klątwami, bezsennością, a nawet skutkami burzy. Można je też powiesić nad drzwiami wejściowymi własnego mieszkania (od wewnątrz) albo przechowywać w szkatułce, koniecznie owinięte w fioletowy jedwab.

Autor: Justyna Kucharzak
Źródło: “Nowa Gazeta Łukowska” 7/2015

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.